Szlak rowerowy Alpe Adria – najciekawsze atrakcje i miejsca, które musisz zobaczyć.

Popularność trasy Alpe Adria wśród Polaków bardzo mnie zaskoczyła. Po dwóch dniach jazdy śmiało podchodziłem do grup kolarzy i zagadywałem w ojczystym języku, uznając za niemal pewne nawiązanie kontaktu z rodakami. Dlatego w tym wpisie chciałbym skupić się nie na samej trasie, która w wielu źródłach jest doskonale opisana, lecz na możliwościach zjechania do okolicznych atrakcji, które nie dla wszystkich są oczywiste i przy nich frekwencja biało-czerwonych nie była aż tak duża.

Choć krajobraz na trasie jest niemal cały czas zachwycający, to planując własną podróż warto pamiętać o dodaniu do mapy kilku punktów więcej i przeznaczyć na nie nawet kilka dodatkowych dni. To właśnie odkrywanie nowych miejsc na trasie podobało mi się najbardziej. Wiele z tych atrakcji to dobrze znane i popularne miejsca, ale często pomijane w planach podróży z powodu zbyt napiętego harmonogramu — a naprawdę warto zjechać z trasy, żeby je zobaczyć. Dzięki temu można lepiej poczuć klimat regionu i zobaczyć go z zupełnie innej perspektywy.

Podane w tym artykule ceny obowiązywały na początku czerwca 2026.

Nad jeziorem Lago di Fusine

WODOSPAD GOLLINGER (AUSTRIA)

Było to pierwsze miejsce odwiedzone przeze mnie na trasie, położone zaledwie kilkaset metrów od głównego szlaku – musi to być wspaniała odskocznia w upalne, letnie dni, ponieważ jest tutaj dużo cienia, a wodospadowa bryza pozwala ochłodzić się i nabrać sił na pokonywanie kolejnych kilometrów. Od stojaków na rowery położonych przy kasie do najlepszego punktu widokowego idzie się tylko ok. 5 minut. Zatem nawet pół godziny powinno wystarczyć od odbicia ze ścieżki do powrotu na nią. Dzień wcześniej padało dosyć mocno, także wodospad odkrył się przede mną w całej swojej intensywności, spadając kaskadowo do tafli małego jeziorka.

Wodospad znajduje się ok. 400 m. od przebiegu trasy Alpe Adria. Jeżeli dotrzecie do tej atrakcji bardzo wcześnie rano, to być może będzie dostępna tylko dla Was – miejsce nie jest zamykane, a kasa biletowa była otwarta dopiero od g. 9:00 (bilet dla osoby dorosłej 7€).

Wodospad Gollinger w Austrii.
Młyn wodny w pobliżu Wodospadu Gollinger w Austrii.

ZAMEK HOHENWERFEN (AUSTRIA)

Kiedy słońce operowało już dość mocno i zapowiadało bardzo ciepły dzień, postanowiłem zrobić przystanek w imponującym zamku Hohenwerfen. Podejście wyglądało na dosyć strome, dlatego dopłaciłem do możliwości wjazdu kolejką.
Przed zakupem biletu wraz ze zwiedzaniem wnętrz warto dopytać w kasie o której będzie nasza kolej (albo zakupić bilet online wcześniej, jeśli chcemy mieć gwarancję preferowanej pory). Niefortunnie okazało się, że moja grupa ma wejście dopiero po 2 godzinach. Sam dziedziniec i kilka punktów widokowych pozwalają się nacieszyć tym miejscem, podobnie jak restauracja z ogródkiem piwnym, jednak z zazdrością patrzyłem na zwiedzających oczarowanych widokiem z wieży, do której dostać się można tylko oficjalną trasą. Na szczęście towarzysze podróży przekonali sympatycznego przewodnika, aby pozwolił nam wejść tylko na wieżę zamku, co zrobił po kilkunastu minutach jednocześnie pokazując nam z góry wejście do słynnej lodowej jaskini, na zwiedzanie której już niestety nie mogłem sobie pozwolić tego dnia.

Zamek Hohenwerfen (zdj. Bartosz Kloc)
Zamek Hohenwerfen – dziedzinec (zdj. Bartosz Kloc)
Zamek Hohenwerfen – widok na północną stronę – po prawej części gór można dostrzec wejście do lodowej jaskini.

Ku mojemu zaskoczeniu zamek oferuje jeszcze jedną atrakcję – pokazy drapieżnych ptaków (godziny w zależności od sezonu, ja trafiłem na 11:15) stanowiące główną atrakcję, bowiem ogrody zamku były pełne publiczności. Na pusty fragment trawnika wychodzą tradycyjnie ubrani trenerzy i nawołują ptaki zaczynając od ultraszybkich sokołów, przez dostojne bieliki do ogromnych sępów, których rozpiętość skrzydeł sięga niemal 300 cm. Można się nieźle wystraszyć, kiedy tak wielki lub szybki ptak przelatuje tuż nad Twoją głową w polowaniu na kawałki jedzenia przekazywane przez opiekunów.
Dobrze mieć duży zapas czasu na odwiedzenie tego zamku, ponieważ daje wiele możliwości i zdecydowanie jest wart uwagi.

Zamek Hohenwerfen leży tuż przy przebiegu trasy a przy kasach znajdują się darmowe skrytki na rzeczy i stojaki rowerowe.
Cennik:
20,9€ (wjazd windą + zwiedzanie z przewodnikiem) / 16,9€ (bez wjazdu windą)
17,9€ (wjazd windą bez przewodnika) / 13,9€ (bez wjazdu windą)

Zamek Hohenwerfen – pokazy sokolnicze
Zamek Hohenwerfen – trenerka z podopiecznym (zdj. Bartosz Kloc)
Zamek Hohenwerfen – pokazy ptaków
Zamek Hohenwerfen – sęp w tłumie turystów.

WĄWÓZ LIECHTENSTEINKLAMM (AUSTRIA)

Pomiędzy miejscowościami Sankt Johann im Pongau a Schwarzach im Pongau polecam ok. 2 km. odbicie na malowniczy wąwóz z krystalicznie czystą wodą i bardzo wąskimi przesmykami pomiędzy skałami, wzdłuż których biegnie doskonała, turystyczna ścieżka.
Charakterystyczny punkt to spiralne schody z rudawej, odpornej na wilgoć stali, wijące się do kolejnego etapu szlaku prowadzącego aż do malowniczego wodospadu. Teren jest na tyle dobrze zabezpieczony, że na wejściu nie są rozdawane kaski. Podobno po renowacji tutejszy system monitorujący wychwytuje najdrobniejsze ruchy skał, dzięki czemu dodatkowa ochrona nie jest potrzebna.
Na spacer wzdłuż wąwozu warto zarezerwować ok 1,5 godziny. Przy samym wejściu znajduje się stojak na rowery i skrytki, także nie ma konieczności zostawiać sprzętu w położonych kilkaset metrów wcześniej miejscach.

Bilet kupiony w kasie 16€/osoby (online 15€/osoby).

Wąwóz Liechtensteinklamm
Wąwóz Liechtensteinklamm – spiralne schody
Wąwóz Liechtensteinklamm – wodospad na końcu szlaku.

JEZIORO MILLSTÄTTER SEE (AUSTRIA)

Po przejeździe tunelem za Bad Gastein, w kierunku Villach prowadzi bardzo długi zjazd, zachęcający do dodatkowych kilometrów. Warto wykorzystać ten moment wytchnienia i z okolic Spittal an der Drau skręcić nad jezioro Millstätter See i podziwiać alpejskie krajobrazy odbijające się w tafli wody. Wybrałem przejażdżkę północną częścią tego akwenu, dającą możliwość zatrzymania się w licznych restauracjach serwujących lokalne ryby i kawiarniach z cudownymi widokami. W tej części znajduje się także zabytkowy Klasztor Stift Millstatt.
Minusem jest odczuwalny ruch samochodowy – choć ścieżka rowerowa jest oddzielona, może on przeszkadzać i kolejnym razem wybrałbym południową stronę, aby jechać tylko w otoczeniu przyrody.

Jezioro Millstätter See – widok z punktu widokowego Sternenbalkon
Jezioro Millstätter See – widok od strony Seeboden.
Klasztor Stift Millstatt

Dobrym pomysłem jest na pewno nocleg w jednej z okolicznych miejscowości, ponieważ można wtedy przejechać jezioro dookoła i zaplanować wejście (lub wjechanie) na okoliczne punkty widokowe.
Miałem możliwość dotarcia samochodem na ten najsłynniejszy – Sternenbalkon położony na wysokości ok. 1113 m n.p.m. czyli ok. 500 m. pod górę z brzegu jeziora. Wątpię, czy dałbym radę to zrobić rowerem, a na pieszą wycieczkę nie starczyłoby mi czasu. To był jednak strzał w dziesiątkę, bowiem przywołując wspomnienia z wyjazdu, ten krajobraz pojawia mi się jako jeden z pierwszych. Gdyby tylko czas pozwolił, zostałbym tam na zachód słońca, który musi być w tym miejscu spektakularny.
Warto pamiętać o dość sporym podjeździe (ok. 230 m.) przy powrocie z okolic Döbriach na szlak rowerowy Aple Adria, jednak wrażenia z tego specjalnego odcinka warte są tego wysiłku.

Jezioro Millstätter See – przystanek w Seerestaurant Poßegger w Döbriach
Jezioro Millstätter See – punkt widokowy Sternenbalkon

PLANICA (SŁOWENIA)

Przejechać szlak Alpe Adria i nie odwiedzić Słowenii to moim zdaniem podobna wpadka jak wizyta w Krakowie bez wizyty na rynku. Wystarczy przed miejscowością Tarvisio po Włoskiej stronie skręcić w lewo i po ok. 10 km. czeka nas szereg atrakcji wartych dodatkowych dni urlopowych.
Są osoby, które nie wracają już na włoską stronę i do Adriatyku docierają przejechawszy niemal cały odcinek przez teren tego kameralnego państwa. Zupełnie im się nie dziwię, bo Słowenia ma do zaoferowania podobny do włoskiego luz, topowe krajobrazy i wyśmienitą infrastrukturę.
Poświęciłem na jej zwiedzanie dwa dni, które zacząłem od największej skoczni narciarskiej na świecie. Jest to w zasadzie cały kompleks sportowy, jak się okazało użytkowany także w lecie. W trakcie mojej czerwcowej wizyty odbywał się trening na jednym z mniejszych obiektów z igielitowym podłożem.

Planica – tuż przy skoczni mamuciej.
Planica – największa skocznia narciarska na świecie.

Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem mogąc samemu wejść na królową wszystkich skoczni o własnych siłach, bez biletów wstępu i licznych ograniczeń w dostępie do najważniejszych miejsc.
W zasadzie jedynie strefy dla trenerów i belka startowa były zamknięte dla zwiedzających, ale nie przez krzyczące zewsząd znaki, tylko dyskretną taśmę.
Spodobało mi się takie zaufanie dla odwiedzających, które czuć w tym miejscu na każdym kroku. Pozwala to na pełne skupienie się na podziwianiu odwagi skaczących tutaj zawodników. Kiedy na samej górze nie widać miejsca lądowania rekordowych skoków, respekt jest jeszcze większy. Skocznię w Planicy można potraktować jako świetny punkt widokowy na okoliczne zbocza Alp Julijskich – nie trzeba być fanem sportów zimowych, aby zaznaczyć tę miejscowość na liście miejsc do odwiedzenia podczas jazdy w stronę Grado.

Planica – na progu skoczni.
Planica – na każdym kroku duma z rekordowej odległości.
Planica – skocznia „od kuchni”
Planica – piękna panorama Alp Julijskich.

KRANJSKA GORA, JEZIORO JASNA i PRZEŁĘCZ VRŠIČ (SŁOWENIA)

Kranjska Gora jest świetnym miejscem do zaplanowania noclegu i spróbowania lokalnej, obfitej w mięsne specjały kuchni. Po takim posiłku zapragniesz długiego spaceru i choć sama miejscowość jest bardzo malownicza, warto dotrzeć do pobliskiego jeziora Jasna, w którym przy dobrej pogodzie odbijają się w tafli wody szczyty Alp Julijskich wraz z tym najwyższym – Triglavem (2864 m n.p.m). Ponieważ to miejsce jest bardzo popularne, polecam wizytę o poranku i rozkoszowanie się tym krajobrazem w ciszy i spokoju o złotej godzinie, kiedy wychodzą najlepsze zdjęcia i słynny pomnik koziorożca nie będzie oblegany.

Kranjska Gora – to również idealne miejsce do gry w koszykówkę.
Jezioro Jasna i słynny pomnik koziorożca (zdj. Bartosz Kloc)
Jezioro Jasna i przybrzeżny młyn

Jeśli Twoja kondycja na to pozwala lub masz do dyspozycji samochód, nie omiń znajdującej się kilka kilometrów dalej Przełęczy Vršič. Położona na wysokości 1611 m n.p.m otwiera panoramiczny krajobraz na najwyższe słoweńskie szczyty a samą atrakcją jest dojazd do niej i liczne punkty widokowe, na których szczęka opada w dół z wrażenia. Ściany skalne z widocznymi pod koniec wiosny resztkami śniegu budziły respekt i jednocześnie pragnienie górskich wędrówek.
Jadąc w to miejsce od strony Kranjskiej Gory, warto zatrzymać się przy drewnianej cerkwi z początku XX w., zbudowanej na cześć rosyjskich więźniów, którzy zbudowali drogę prowadzącą na przełęcz i pomagali w jej utrzymaniu w początkowych latach istnienia.

Punkt widokowy w drodze na Przełęcz Vršič
Kolejny punkt widokowy – do swojej trasy dodajcie godzinę, aby nacieszyć się tymi krajobrazami.
Przełęcz Vršič – piękna panorama na wysokości 1611 m n.p.m (zdj. Bartosz Kloc)
Drewniana cerkiew w drodze na przełęcz.
Obfita mięsna kolacja w restauracji Oštarija (Kranjska Gora)

BLED I WĄWÓZ VINTGAR (SŁOWENIA)

Czy Bled to jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie? Większość osób, które spojrzały z góry na taflę szmaragdowego jeziora z wysepką mieszczącą odbijający się w niej kościół, na pewno odpowie twierdząco na to pytanie. Wybierając dodatkowy nocleg w Kranjskiej Górze, można go poświęcić na przejażdżkę do tej uroczej i zadbanej miejscowości z możliwością objechania jeziora dookoła. Wycieczka powinna zamknąć się w ok. 80 km., czyli mniej więcej tylu, co jeden dzień na szlaku Alpe Adria. Bled pomimo dużego zainteresowania turystów, ma swoje mniej uczęszczane zakamarki, w których można spokojnie napawać się tym niecodziennym krajobrazem najlepiej w towarzystwie słynnej Kremna Rezina, czyli ciasta przypominającego naszą swojską kremówkę. Na turystów czeka także górujący nad otoczeniem zamek, którego wnętrza można zwiedzać, a widok na jezioro musi być jednym z najpiękniejszych w okolicy.

Bled – słynna „pocztówkowa” wyspa z kościołem
Bled – zamek.
Bled – nad brzegiem jeziora.

Nieopodal Bledu znajduje się inna słynna atrakcja – Wąwóz Vintgar. Nie aż tak wąski jak Liechtensteinklamm w Austrii, ale kryjący równie ciekawe zakamarki i wodne kaskady. Jego zwiedzanie odbywa się tylko w jedną stronę, dlatego warto zadbać o logistyczne dopracowanie powrotu (można to zrobić szlakiem pieszym, albo skorzystać z autobusu). Bilet w cenie 15€/os. warto kupić online wcześniej, bowiem nawet poza szczytem sezonu ruch jest tutaj spory. Turyści są wpuszczani w kilkuminutowych odstępach, aby każdy miał choć chwilę na nacieszenie się pięknem tutejszej przyrody. Niespieszność pozwala dostrzec detale jak zmieniające się kolory wody, odpoczywające w cieniu skał ptaki, czy pozujące do zdjęć owady.

Wąwóz Vintgar
Wodospad na zakończeniu Wąwozu Vintgar
Wąwóz Vintgar i jeden z jego mieszkańców.

WODOSPAD PERICNIK I TRIGLAVSKI PARK NARODOWY (SŁOWENIA)

Trudno mi było uwierzyć w istnienie zaledwie jednego parku narodowego w Słowenii. Piękno przyrody jakie od przekroczenia granicy tego państwa roztacza się przed nami, pozwala uwierzyć w objęcie ochroną o wiele większej powierzchni. Jednak jeśli to jest tylko jeden obszar, jak to w Słowenii – musi być wyjątkowo. Czasu wystarczyło mi jedynie na dotarcie do jego początkowego fragmentu i spacer do wodospadu Pericnik. Podobnie jak w Planicy, tutaj również odczułem zaufanie do drugiego człowieka – znaki zakazu są bardzo dyskretne i możemy przejść pod spadającą wodą w bezpiecznej odległości. Bardzo podobał mi się tak bezpośredni kontakt z przyrodą i możliwość zrobienia zdjęć atrakcji w pełnym kształcie, bez unikania niepotrzebnych barierek i tabliczek. Idąc nieco wyżej schodkami, dojdziesz do drugiej części wodospadu, i choć nie jest już tak spektakularna, to pokazuje jak niewielki dystans dzieli od spektakularnego spływu do spokojnie „cieknącej” wody.
Nazwa tego parku pochodzi od najwyższego szczytu w Słowenii, który można zaobserwować np. znad jeziora Jasna. Pozostał spory niedosyt po odpuszczeniu wspinaczki, jednak zostawiam ją sobie na liście kolejnych wyjazdów.

Wodospad Pericnik (zdj. Bartosz Kloc)
Wodospad Pericnik i jego górny fragment.
Przejście pod wodospadem Pericnik
Piękna łąka przy drodze na trasie z Bledu do Triglavskiego PN.

JEZIORA LAGO DI FUSINE (WŁOCHY)

Opuszczając Słowenię koniecznie skieruj się jeszcze na te dwa malownicze jeziora – to zaledwie 3 km. w jedną stronę z krótkim i wymagającym podjazdem, który jednak rekompensują wspaniałe widoki gór odbijających się w wodzie. Nie bez powodu wybrałem ten pejzaż na główne zdjęcie tego artykułu. Jest on bowiem dla mnie podsumowaniem całego szlaku Alpe Adria – czyli spektakularnych krajobrazów i bardzo łatwej ich dostępności. Można objechać te dwa akweny dookoła, jednak nawierzchnia nie jest na nich optymalna (fragmenty żwirowe i piaszczyste), a położone po drugiej stronie asfaltowej drogi łąki, można też znaleźć przy brzegu południowego jeziora. Ma ono nieco inny charakter niż te północne – jest więcej trawy i miejsca dla wylegujących się kaczek, co przywołuje na myśl nasze rodzime parki.

Jezioro Lago di Fusine (północne)
nad jeziorem Lago di Fusine (południowym)
Łąka pomiędzy jeziorami Lago di Fusine.

MONTE LUSSARI (WŁOCHY)

Tuż za miejscowością Tarvisio, gdzie szlak jest wytyczony wzdłuż dawnej linii kolejowej i przyjemność z jazdy jest jeszcze większa (nachylenie łagodnie opadające), pojawia się kolejna pokusa zjechania z trasy w postaci góry Monte Lussari. Mając zapas czasowy, nie wahałem się jednak i wjechałem kolejką gondolową (18€/os.) na ten szczyt. Roztacza się stamtąd fenomenalny panoramiczny widok obejmujący nie tylko znane mi po wizycie w Słowenii Alpy Julijskie, ale także ciągnące się po horyzont austriackie góry. Przy dobrej widoczności zobaczysz lodowce grupy Großglocknera i kilka innych trzytysięczników.
Monte Lussari to także miejsce pielgrzymkowe z mieszczącym się na szczycie sanktuarium, a tradycje kultu maryjnego sięgają XIV w. W kościele akurat trafiłem na mszę z rozbrzmiewającym po Polsku „oto baranek boży…” – Polacy byli zatem w tym okresie aktywni nie tylko w gronie rowerzystów, ale i pielgrzymów.
Goszczący tutaj turyści chętnie rozsiadają się na zielonej łące i wpatrują w majestatyczne zbocza gór korzystając z relaksacyjnej atmosfery i pełnego słońca.

Sanktuarium na szczycie Monte Lussari. (zdj. Bartosz Kloc)
Monte Lussari – panorama
Monte Lussari – łąka zachęcająca do krótkiej drzemki.

CIVIDALE DEL FRIULI (WŁOCHY)

W tym miejscu przyznam się, że nie dojechałem do Grado będącego zakończeniem całego szlaku Alpe Adria (albo jego początkiem, jeśli kierujemy się na północ). Moja natura podróżnika po przyjrzeniu się dokładniej mapom, zaplanowała ostatni etap podróży z poszerzeniem go o okoliczne winnice i miasteczka. Jednym z nich było Cividale Del Friuli, oznaczone symbolem UNESCO. Rzeczywiście architektura w nim jest zachwycająca a uroku dodaje przepływająca przez nie rzeka. Niemniej piękna jest okolica z imponującymi winnicami, wśród których natrafiłem na okazałe pałace i rezydencje oraz agroturystyczne perełki.
Historia ta miała zakończyć się dojechaniem do Palmanova i dalej do Grado, jednak natura w postaci gwałtownej burzy i ulewnych deszczów, zmusiła mnie do powrotu na ostatnie miejsce noclegowe i wypiciu doskonałego włoskiego wina. W takiej rzeczywistości było łatwiej mi się pogodzić z brakiem dotknięcia Adriatyku na końcu mojej podróży.

Cividale Del Friuli (jeszcze z błękitnym niebem)
Cividale Del Friuli
Cividale Del Friuli – od strony mostu.
Cividale Del Friuli – ogródek z wodospadem.

ČESKÝ KRUMLOV (CZECHY)

Jeśli wracasz już do Polski i tęsknisz do wszystkich odwiedzonych miejsc to polecam nocleg w okolicach Ceskiego Krumlova z obowiązkowym zwiedzaniem tego miasteczka. Dla mnie to była akurat połowa trasy z okolic Udine i słysząc wcześniej bardzo pochlebne opinie, zaplanowałem całe popołudnie na spacer po starówce wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Nie zawiodłem się – pięknie zachowana architektura średniowiecznego miasteczka z wijącą się dookoła Wełtawą o złotej godzinie, pozwoliła mi zapomnieć na chwilę o alpejskich szczytach. Owszem, turystów jest tutaj bardzo dużo i ciężko znaleźć spokojne miejsce, ale to zrozumiałe przy takiej ilości zabytków. Dla mnie odskocznią był spacer na nieodległe wzniesienie Ptaci Hradek (592 m n.p.m.), gdzie przez chwilę poczułem się jak na prowincji, a przecież tylko kilkaset metrów dzieliło mnie od wspaniałego zamku i kościołów. Nie dziwią mnie już opinie osób, które zwiedziwszy większą część Europy, uznały Cesky Krumlov za jej najpiękniejszą część.

Český Krumlov – panorama (zdj. Bartosz Kloc)
Český Krumlov – nad Wełtawą
Český Krumlov
Český Krumlov
Český Krumlov (zdj. Bartosz Kloc)
Český Krumlov

Swoją podróż rozpocząłem w Golling an der Salzach także do swojej listy na kolejną wyprawę dodaję pominięty Salzburg i Zamek Hellbrunn. Kuszące były także pozostałe jeziora w okolicy Villach – Faaker See, Ossiacher See, Worthersee. Nie byłem jednak w stanie zobaczyć wszystkiego i jestem bardzo ciekawy Waszych komentarzy z listą innych miejsc wartych odwiedzenia na trasie.

2 thoughts on “Szlak rowerowy Alpe Adria – najciekawsze atrakcje i miejsca, które musisz zobaczyć.”

  1. „Bardzo fajny, przydatny opis. Wyjeżdżamy na AA za 3 dni. Przy planowaniu wycieczki niektóre punkty opisane tutaj uwzględniłam. W Czeskim Krumlowie byliśmy na majówce w tym roku już kolejny raz i w dalszym ciągu czuję niedosyt tego magicznego miasteczka. Dzięki. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *